dia
"Alleluja, alleluja, Wisła wygra - nie ma ch**a" :) @ 2010-03-06 22:44

Piłkarze z Wisły Płock powoli zaczynają grać. Dzisiaj strzelili Górnikowi Łęcznej trzy gole (dwa Koczon i jednen Grzelak), tylko raz pozwalając wpaść piłce do swojej bramki. Brawa dla Panów, kiedyś trzeba grać. Szkoda, że nie ma co liczyć na Puchar Polski, jak w 2006 roku… Teraz tylko możemy trzymać kciuki za wyjście z grupy i ponowne partaczenie w Ekstraklasie. Ale skoro jedyny dobry mecz Wisły to ten z najgorszą drużyną, to nadzieje są marne. Jednak tego dowiemy się za tydzień, mecz wyjazdowy ze Stalą Stalową Wolą. A potem z ŁKS Łódź. Oświadczam, że w tym sezonie zamierzam nie opuścić żadnego meczu Wisły rozegranego na stadionie im. K. Górskiego.


 


Był sobie dzisiaj trzeci etap konkursu religijnego „Benedictus”. Na całe szczęście okazało się, iż pierwsza część jest pisemna, a tylko piątka najlepszych dostaje się do ustnej. Nie wyobrażacie sobie, jaką radością był dla mnie fakt, iż się nie dostałam. Chociaż, trzeba przyznać, nie znałam odpowiedzi na chyba tylko jedno pytanie z ustnego. Ale gdybym miała tam stać, ja jedna naprzeciwko komisji, wszystkich uczestników, księży, zakonnic i katechetów, nie dałabym rady nic powiedzieć. Takie konkursy powinny być zakazane! :D


 


Jutro z kolei koncert The Billa i moich wrogów z Why Ducka. Bilet piętnaście czy ileś złotych, ale chyba nie pójdę. Żal mi kasy, jakoś nie uśmiecha mi się fakt, iż moi nieprzyjaciele nachleja się taniego wina za moje pieniądze. A The Bill? No cóż, może szkoda go stracić, ale trudno się mówi. Widać coraz gorzej ze mną, skoro nawet na koncerty nie chce mi się chodzić…


 


Sennam, jak zwykle. Dobrej nocy wszystkim.


Komentuj [1]


"Sen będzie chwilą nadziei..." (Hunter "Siedem") @ 2010-03-03 22:00

Stwierdziłam, iż kiedy on się zetnie, to nastąpi diend. Oto się ściął i powinnam umrzeć. Tak, ściął się następny. Tym razem ten, którego znałam w realu… Zapomnijmy o nim. I tak zaraz zasnę, nażarta prochami na uspokojenie.


 


Czasem człowiek się cieszy, że jednak nie mieszka blisko natury. Na przykład wówczas, gdy wylewa Wisła. Ale przecież było od razu wiadome, że powódź nastąpi. Skoro cała rzeka pokryta jest grubą warstwą lodu, a jeśli zechcesz przejść ją wszerz, to jedyną możliwością zabicia się będzie potknięcie o bryłę i uderzenie głową w lód, chyba wiadome jest, że woda nie rozmarznie bez żadnych następstw. Szczególnie, gdy zdążyła już wyrwać ławkę. Po raz kolejny biję brawa dla władz!


A może specjalnie to zbagatelizowali, żeby Płock w TV rozreklamować? Ale coś im nie wyszło, jakoś opinie płocczan w programach informacyjnych pochlebne nie są. Nie wspominając o słowach, jakie są wypowiadane poza anteną…


Łelkam in Płock.


 


Poza tym wczoraj mieliśmy pierwszą próbę z Nim na wokalu. I, mam nadzieję, ostatnią. Żeby ładnie powiedzieć, temu panu już dziękujemy. Jest ktoś chętny na bycie wokalistą?


 


No i nie wyjdą mi notki długie, ciekawe i obszerne. Po prostu albo jestem zbyt senna, albo po prostu nie mam czasu. Aktualnie to pierwsze.


A więc dobranoc.


Komentuj [0]


Podobno są górki i dołki. To kiedy, do cholery, skończy się dolina, w której jestem? @ 2010-03-01 22:32

No i stało się. Teraz chyba nad (pod) każdym postem muszę pisać adnotację: Człowieku! Posty na blogu Dii są niekiedy przepełnione ironią i nie powinieneś brać ich na poważnie w całości! Owszem, czasem pod ironią kryją się znaczenia prawdziwe, ale na pewno nie dosłowne! Dia każdą ironię podkreśla swoją miną czy udawanym, poważnym tonem, czego jednak w tekście pisanych nie może ukazać. Dlatego też postaraj się wyczuć ją w odpowiednim momencie. Pamiętaj jednak, że nie każdy post ją zawiera. Zagmatwałam, przepraszam. (W tym poście chyba jej nie ma, a jeśli nawet, to niewiele. O dziwo.)


 


Obciął się. Tak po prostu. Miał ładne, kręcone Włosy, a tu proszę. Jest łysy. ŁYSY. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami, rozświetlanymi błyskawicami złości. A ulewa? Ulewa to tylko łzy, które spływają po moich policzkach…


I naprawdę nie obchodzi mnie, że znałam go tylko z neta i zamieniłam maksimum 10 naszoklasowych wiadomości.


 


Na domiar złego kilka dni temu padł mi głośnik, a raczej karta dźwiękowa. W radiu nie odbiera antenka, a co do odtwarzacza płyt – ostatnio także szwankuje. Nie wiem, może to jakiś znak, który ma mi powiedzieć: „Do cholery jasnej, nie słuchaj, a twórz!”? Jeśli tak, to dobrze go odczytałam, bo oto mam nową piosenkę. Co więcej – być może skończoną. Teraz tylko tekst napisać i diend. Ale tekstem to się może Wokal znajmie…


…no właśnie, Wokal. On, innym słowem. Znowu mi się zwierzał i znowu prawie powstrzymałam łzy. To uznałam, że skoro już i tak szans nie ma, to mogę wyznać Mu, że mi też ktoś się podoba. Po Jego reakcji dochodzę do wniosku, iż być może domyśla się, że chodzi o Niego. Ale z drugiej strony Jego odpowiedź mogła być jakąś aluzją. Mimo wszystko, to i to nie ma za wielu plusów.


 


A poza tym dostałam jedynkę z matmy, bo facetka mnie nie słuchała. Brawa. I jakoś nie wpłynęło to na moje samopoczucie. Nigdy nie wpływa, nie tylko dlatego, że i tak jest beznadziejne :D


 


Nie chce mi się pisać, idę się pocieszyć z L. na GG ^^”


 


Pozdrawiam.


Komentuj [1]


"I can cry when You let me cry" (Hunter "Fallen") @ 2010-02-26 23:09

Hura! Życie jest piękne, a On pyta właśnie, jak poderwać jedną dziewczynę. Co więcej, to ja mam się o niej wszystkiego dowiedzieć, bo to ja mam z nią wspólnych znajomych. To ja muszę patrzeć, jak jedyny od półtora roku chłopak, który pozwolił mi choć na chwilę zapomnieć o uczuciu do Tego (kiedyś tam o Tym pisałam, Ten z netu, ale nie Mys), a właściwie, który pozwolił mi zmienić obiekt uczuć, teraz stara się o inną. I to ja muszę, cholera, cierpieć… A wszystko zapowiadało się już tak dobrze, wiecie? No i znowu jak zaczynam wierzyć, że się uda, to wszystko idzie w cholerę…


No cóż, życzę im szczęścia na nowej drodze życia, posypię im ścieżkę płatkami białych róż…


Nie. Nie rozpłaczę się. Nie mogę. Ale, jeśli jutrzejszy wypad do kina się uda, to nie wiem, jak na Niego spojrzę. Nie wiem, czy zalana łzami nie wyznam Mu wszystkiego, co jednak kompletnie mnie skreśli. Cudownie, ten, który kiedyś był dla mnie jedyną personifikacją spokoju, teraz będzie kolejną oznaką  bólu. Prawda, że życie jest piękne?


Nie będę płakać, wmawiam sobie, nie uronię żadnej łzy. I co? Mała, zdradziecka kropelka już czai się w oku. Ale cóż. Włączyłam sobie „Medeis” Huntera. Już pierwsze słowa pierwszej piosenki, „Fallen”: „I can cry when you let me cry”, mówią mi, co robić. I po cholerę ja się w tekst wsłuchuję?... I jeszcze rodziców zamartwiam, bo zastali mnie leżącą na podłodze, a u mnie oznacza to wyłącznie cholernie depresyjny nastrój… A druga piosenka? Oczywiście, o wymownym tytule „Fantasmagoria”.


Bogowie, czemu każecie mi wybierać między miłością a muzyką? Naprawdę lepiej się męczyć, ale mieć zespół (On jest wokalistą), niż dać sobie z nim spokój, zapomnieć, ale znów składu szukać? Tak, lepiej się męczyć. Po prostu, gitara moją kochanką, muzyka miłością i tyle. Niech tak już zostanie, to znacznie lepsze. One nigdy nie zranią…


Gdyby ktoś z Was jeszcze do niedawna spytał mnie, czego pragnę, odpowiedziałabym, że chciałabym mieć kogoś, kto by mnie pokochał. Ale po moim dialogu ze znajomą stwierdziłam, iż teraz to się chyba zmieniło. Było to wówczas, gdy nastała nadzieja, że wezmą mnie do Strajku:


A: Co tam?


Ja: A zajebiście.


A: Czemu? Znalazłaś chłopaka?


Ja: Nie. Lepiej, znacznie lepiej.


Tak, muzyka zawsze dawała mi ukojenie, spokój i nadzieję, ale teraz w zupełnie innym znaczeniu. Teraz powoli staje się dla mnie wszystkim. Mam nadzieję, iż kiedyś będzie tylko ona. Miłość i Pocieszycielka w jednym.


A On będzie tylko kolejnym człowiekiem, a właściwie osobą, z którą będę tworzyć kolejną  siłę dla Tej Jedynej. On na wokalu, ja na gitarze, a to, co oboje stworzymy, będzie pomocne dla Niej.


Doprawdy, jedyna słuszna ścieżka to życie Muzyką i dla Muzyki.


Amen.


Komentuj [6]


Wróżby || Samobójstwo @ 2010-02-22 22:15

Znowu mnie wzięło na wróżby. Najpierw postawiłam sobie tarota. Kilka razy, bo za pierwszym w przyszłości wyszło mi: „problemy z pracą w zespole”. Uznałam, że ten rozkład mi nie odpowiada i zrobiłam następny. Podobne, znaczy się, powiązane z rozkładem pierwszym. Ale za to pierwszy raz odkąd pamiętam zdarzyło się, bym miała trzy karty w pozycji prostej (tej, która sprawia, że arkan ma optymistyczne przesłanie). No to stwierdziłam, iż to znak, że najwyższa pora dać spokój dwudziestu dwóm kartom. I teraz postawiłam sobie runy, w programie komputerowym co prawda, ale zaraz chyba powtórzę to ręcznie…


Już pierwsza runa mnie zaniepokoiła:


Kaunan (Odw.)


(…)Może nadchodzi koniec przyjaźni lub miłości, ponieważ przestały być pobudzane. Bierność spowodowała, że ogień zgasł. – czy to nawiązanie do Przyjaciela, o którym wspomniałam w poprzedniej notce? A może do Mysa, bo nie pisałam z nim od dwóch dni (tak, to szmat czasu, doprawdy xD. Ale zdążyłam mieć już niemiłe przeczucia :D)? No nic, pożyjemy, zobaczymy i, w razie czego, zaczniemy się martwić.


Kolejna runa nic sensownego nie wniosła, za to trzecia i czwarta, uwaga!, były optymistyczne! Co więcej, można je skojarzyć ze Strajkiem, a wtedy oznaczałoby to, że szansa jest :P.


A to mówi szósta runa, tym razem jest nią Eisaz: Dodatkowo klarują się przed tobą nowe możliwości, których wykorzystanie przyniesie ci powodzenie. Jest to możliwe, ponieważ znajdujesz się w sferze oddziaływania potężnych mocy. Możesz czuć się bezpieczny i bez obaw stawiać czoła wszelkim przeszkodom, stojącym na drodze do urzeczywistnienie twoich planów. No czyż życie z wróżbami nie jest piękniejsze? :)


O, a ósma runa – Jera – zaprzecza szóstej. Ale może w innym aspekcie.


Tak, Wędrowcy, wyśmiejcie mnie. I dodajcie, że wróżenie to grzech i przejście na stronę ciemności :). Ale pamiętajcie, że dla mnie nie ma już ratunku. To wciąga i to mocno. Ale nie trzeba wierzyć. A jeśli się spełniają? To moja matematyczka powinna iść na zwolnienie chorobowe, wywróżyłam jej jakąś zakaźną infekcję ^^.


---


A teraz On (bo się można pogubić, to dopowiem: On nie jest Mysem, nie jestem z Nim, jestem (internetowo póki co ;]) z Mysem, o^^) mówi, że chce się zabić. Powód podaje dość ogólnikowo, ale nie dziwię mu się. To dziwne. Osoba, której jedynym marzeniem jeszcze parę miesięcy temu była śmierć, teraz przekonuje kogoś innego, by żył dalej. Osoba, która sama nie widzi sensu w trwaniu, namawia kogoś do posiadania celu. Naprawdę, nadal życie daje mi tylko gitara… Dlatego namawiam Go, by śpiewał, skoro to potrafi. Zawsze jakaś pasja. Ja już nie wiem, jak odwodzić ludzi od samobójstwa. On nie jest pierwszym, który mi się zwierza, a i pewnie nie ostatnim. Ma tylko nadzieję, iż  Debestoffriend nie powtórzy swojej litanii o tym, jak bardzo nie chce żyć. I nie dojdzie znowu do sytuacji, że od połknięcia leżących przed nią tabletek, odwiedzie ją tylko mój telefon…


No nic. Pozostaje mi tylko skutecznie ich od pomysłu odwieść. Tudzież poczekać, aż znajdą coś, co da im moc, nadzieję, wiarę czy zwijcie to jak chcecie. W moim przypadku jest to Gitara. Teraz już nie wyobrażam sobie życia bez niej…


---


Cóż, miały być notki długie, ale widać nie uda się… Ale nie jest Wam przykro, prawda? :)


Pozdrawiam.


Komentuj [3]


Do Przyjaciela || Wiersz @ 2010-02-21 23:11

Odezwali się Panowie ze Strajku. Nie przeszkadza im mój wiek, gorzej z rodzicami - ich za cholerę nie przekonam, że nic mi nie zrobią :(. Znaczy mama mówi, że powinnam chociaż na próbę iść. Więc... może jest szansa? O ile jeszcze mnie chcą...


Poza tym szkoda, że nasz kontakt powoli zanika, Przyjacielu. Nie wiem, czy już naprawdę nie możemy się złapać na gg, czy nie chcesz ze mną rozmawiać, czy po prostu nie ma już między nami tej lekkości pisania? Jeśli ten kontakt ma już się zakończyć, to wiedz, iż jesteś pierwszym, który pokazał mi nowe życie i jego aspekty... I ostatnim, z którym chciałabym przestać rozmawiać. Mam nadzieję, iż to tylko chwilowy kryzys i jeszcze kiedyś popiszemy, może porozmawiamy w realu. A jeśli nie... Cóż, jeśli nasze drogi się kiedyś rozdzielą, to mam nadzieję, że przynajmniej nasza dusze nigdy tego nie zrobią. Moja na pewno nie...


To właściwie tylko chciałam. Jakoś tak się smutno zrobiło, a nie chcę się rozpłakać. Pozdrawiam.


Albo, skoro się już tak przyjacielko zrobiło, to wczoraj czy przedwczoraj napisałam wiersz dedykowany Przyjaciółce. Nie jest to szczyt moich możliwości, ale musiałam to napisać:


Przyjaciele


Z moich ust lała się krew,
a przyjaciele patrzyli na to
bez poruszenia.
Nie dali chusteczki,
choć mogła być wybawieniem.
Potem widzieli, jak pali się mój dom
i stali sztywno z wiadrami
pełnymi wody.
Wylali ją na ziemię, daleko od płomieni.

Teraz to oni spętani łańcuchami
proszą mnie o pomoc.
A ja, niewdzięczna,
polewam ich olejkiem i próbuję ocalić.
By znów podpalili mi życie.


Komentuj [1]


„Dzisiaj nie liczy się metal, tylko medal” – Michał Olszański (?), Polskie Radio Trójka @ 2010-02-20 23:09

Nie każcie mi więcej wybierać między Listą Przebojów Radia Trzeciego, na której może pojawić się utwór Huntera „Cztery wieki później” a skokami narciarskimi, gdzie Małysz ma szansę na medal. A w międzyczasie kusił jeszcze On na GG… No cóż, pierwsze kilka skoków obu serii odpuściłam, ale pozostałe zobaczyć musiałam. Nawet kosztem piosenki, która chyba i tak się nie pojawiła (albo rzeczywiście obejrzenie tvp1 mnie kosztowało). Ale jeśli nawet, to zostało to zrekompensowane srebrem :-). A teraz i tak puścili Svartsota czy jakoś tak. Zostałam fanką Radiowej Trójki. I znowu jakiś pagan/wiking metal. Nie wiem, co tym ludziom odbiło, ale zajebiści są :D


No i jednak nie napiszę więcej, rozkoszując się dźwiękami z Radia. No cholera, czemu nie odkryłam tej audycji wcześniej?


A jednak. Liczy się i metal, i medal. :)


Dopisek: a właśnie zacytowali mojego maila, nie wierzę :-D


Dopisek 2: zacytowali też drugiego maila. Podniecające XD


Komentuj [0]


Zespół, gitara... @ 2010-02-19 22:40

Ech.


Dałam kiedyś ogłoszenie na rockmetal.pl w dziale „muzyk szuka zespołu: gitarzysta”. Chyba zareklamowałam się dobrze, gdyż otrzymałam kilka odpowiedzi. Jedną z nich od płockiego zespołu Strajk. Ma on w swoim dorobku pięć płyt studyjnych, a w planach – liczne, duże koncerty. Ponadto grają punka, więc istnieje nadzieja, że z utworami sobie poradzę. Wygląda ładnie, prawda? Ale cóż, muzycy mają pewnie ponad 30 lat, wątpię, by byli zainteresowani nadal, skoro dopiero po propozycji podałam swój wiek. Poczekamy, zobaczymy. A i tak uważam, że bardzo, bardzo poważne projekty nie są dla mnie. Tym bardziej, gdy w grę wchodzi granie punka, ostatniej muzyki (oprócz tej komercyjnej), którą mam ochotę tworzyć. I tak przy najbliższej okazji złapałabym się rockowo-metalowego zespołu… Albo najlepiej folkowego, na klasycznej/akustycznej. To by było jak spełnienie marzeń. Bo, Szanowni Państwo, wbrew pozorom nie muszę czuć się kompletnie spełniona, grając metal (chyba że folk metal). Kompletnie spełnioną będę wtedy, gdy zagram folk. Tak właśnie. A jeszcze lepiej to muzykę średniowieczną, jednak wówczas w grę wejdzie lutnia, której nie posiadam. Albo flet. No tu już lepiej, ale nie wiem, czy mój czerwony kawałek plastiku się do czegoś nadaje. Dowiem się, gdy nauczę się grać, a daleka droga przede mną. Trzeba ćwiczyć. A ostatnio ciężko mi się zmobilizować, tym bardziej, iż priorytetem jest dla mnie granie z metronomem gitarowych melodii. Przyspieszam. Zawsze. Wszystko. I nie mogę nic na to poradzić…


(Małe odbiegnięcie od tematu. Jednak myliłam się, że e-blogi to portal normalnych osób o racjonalnym spojrzeniu… Już przymknę oko na pewne blogi, których autorzy jednak wydają się sensowni, ale spójrzcieże na to: http://emopink.e-blogi.pl. Czy naprawdę nie ma miejsca, które chroniłoby przed falą pokemona? Do emo nic nie mam, jak coś. Znaczy się, do prawdziwych emo. A takich chyba już nie ma.)


Powróćmy. Otóż przyspieszam. Mówię tak, że niewielu potrafi mnie zrozumieć, gram tak, że mój akcent jest z reguły szybciej niż uderzenie w perkusyjny talerz czy długie „piiip” na metronomie. A powód jest jeden: stresuję się. Znaczy to, że moje wyczucie rytmu i słuch są słabe, to inne sprawa, ale tak czy siak denerwuję się. Dlatego też preferuję granie thrashu lub deathu, bo tam to z kolei nie nadążam :D. Ale to wkurzające jest. Gubić rytm. A potem się odnaleźć tylko po to, by znowu zgubić. I cały utwór zje-ba-ny.


I jak tu grać w poważnym zespole a la Strajk?


CHOCIAŻ ostatnio się zgrałam^^.


Komentuj [6]


"Gdy zagotuje się krew, nie wystarczy chcieć" (Hunter "Dura Lex Sed Lex") @ 2010-02-18 16:59

Witam.


Wczoraj nie pisałam, bo, nie ukrywajmy, nie chciało mi się. Znaczy dzisiaj też mi się nie chce, ale nie mogę zaniedbywać bloga...


W sz**** nie byłam. Zamiast tego poszłam na pobranie krwi. A musicie, Wędrowcy, wiedzieć, że mam fobię, jeśli chodzi o zastrzyki i strzykawki. Nawet jeśli sobie wyobrażę, że ktoś wbija igłę komuś innemu (nie mnie), czuję ból… To cholernie przeszkadza w życiu. Ale dzięki temu poznałam idiotyzm ludzi. Wszyscy w poczekalni gapili się na mnie. To sobie komentuję na głos do mamy: „Ci ludzie się gapią. Najbardziej ta pani – wskazuję głową na kobietę siedzącą przede mną. – Niech ona przestanie się gapić, wtedy pomyślę, czy pójść. To moja sprawa, co robię. Wiem, że mnie nie lubią, ale to nie oznacza, że mają się gapić jak debile. W ogóle to są idiotami, bo normalny człowiek odwraca wzrok, gdy widzi, że osoba, na którą patrzy, to zauważyła”. Ale ludzie jednak gapili się dalej. No ja wiem, iż widok nie jest to codzienny, ale jak będziecie kazali osobie z arachnofobią dotknąć pająka, będzie czuła to samo. Do cholery, ludzie są zacofani. Ale chyba coś do nich dotarło, bo jak wyszłam na korytarz i komentowałam ich gapienie się dalej, to zamknęli drzwi :D. No cóż, nie ma to jak narobić sobie wstydu na cały szpital, do tego przy dwóch osobnikach płci przeciwnej w wieku


---


dość młodym^^.


Poza tym to znalazłam w necie grę Wolni Farmerzy. Przyznam, że sadzenie marchewek i zboża wciąga :D. Zapewne jest to odpowiedź na fejsbukową farmę, ale w tę nie grałam. Konto mogę mieć wszędzie, ale nie na fejsbuku. Czemu? Choćby dlatego, że wkurza mnie niebieski dymek w prawym rogu przeglądarki…:)


---


A teraz mam chęć poruszyć jakiś poważniejszy niż powyższe temat, ale za cholerę nie wiem, jaki. Ktoś pomoże?


Pozdrawiam.


I znowu krótka notka, ale może dopiszę coś więcej.


Komentuj [2]


"Bo miłość to takie uczucie potrzebne jak dziura w bucie" (znalezione na kawałku papieru na ziemi) @ 2010-02-16 22:04

Siedzę sobie przed kompem i piję wodę o smaku benzyny. Jestem dziwna i nienawidzę wody i herbaty, jedyny pożytek z tego pierwszego to to, iż miło jest, jak spływa na usta. Dlatego też zachlapałam sobie już końcówki nogawek (mam zwykłe, kuchenne krzesło to tylko po turecku da się wygodnie usiąść). Nieco mokro, ale idzie wytrzymać. Tym bardziej, iż woda się kończy, a drugiej nie zamierzam otworzyć. Nie dość, że niedobre, to jeszcze, jak wspomniałam, czuć od niej benzynę…


---


Wkurzyłam się troszkę, bo mam wypracowanie z angielskiego na jutro, konkretnie przepis. A tu jedynej polskiej znajomej, która byłaby w stanie mi pomóc, nie ma na gg… Z kolei znajomy z Wielkiej Brytanii nie odpisuje od paru dni, a Bułgarowi jakoś trudno mi zaufać. Translator sprawuje się jeszcze lepiej… Nołkoment po prostu.


---


Dzisiaj już tam poszłam. Nieprzytomnie próbowałam spostrzec, co dzieje się wokół mnie. Aż w końcu zobaczyłam Jego. Kurwa, ładniejszy niż zazwyczaj. Już myślałam, że moje serce o nim zapomniało, ale nie. Nawet nie przeszkadza mu fakt, że teraz miejsce w nim powinien zajmować Mys, nie On. Jestem w chorym, internetowym związku z facetem, który co najwyżej mnie intryguje. Podoba mi się On. Kocham jeszcze innego. Z tym, że co do dwóch ostatnich nie mogę liczyć na odwzajemnienie. Mys z kolei… Tak, on ma szansę, że moje „kocham” wreszcie będzie zupełnie szczere. Potrzebuję tylko spotkania z nim, a o to może być ciężko. Oszukuję siebie, być może oszukuję też „mojego”. Ale po prostu nie chcę go stracić. Jest cudowny, prawie że idealny. Ma tę cechę, która stawia mężczyzn wysoko w moim „rankingu”, a nie posiada jej wielu panów. A poza tym… Mówią, że gdy się z kimś zwiążemy, łatwiej zapominamy o innych. A na starą miłość najlepsza jest nowa. Być może, ale jeśli uda mi się to sprawdzić, to będzie to tylko skutkiem ubocznym. Nie chcę zadawać bólu innym. I właśnie przez to zadałam go teraz sobie.


Aktualnie priorytetem jest dla mnie spotkanie z Mysem. Ono wszystko wyjaśni, pozwoli podjąć decyzję, mam nadzieję, iż słuszną. Ale nie wiem, kiedy uda mi się do niego wybrać. Rodzice mnie samej nie puszczą. Jednak może zgodzą się mnie zawieźć, sami zostając w Manufakturze. No nic, jak się kiedyś uda, to się pochwalę.


---


A poza tym to zagrałam w miarę równo „Final Countdown”, gitarę solową, ale bez solówki… Na nią przyjdzie czas. Za parę lat.


A teraz kończę, bo znowu nie chce mi się pisać. Czy ja mówiłam coś o długich notkach? :P


Komentuj [2]


  e-blogi.pl  [załóż bloga!] rsssubskrybuj
[zamknij reklamy]